Dlaczego warto pozostawać autentycznym? – odpowiada Kasia Cieślak z „bliżej”. [WYWIAD]

Post Image
26 kwietnia 2016

Dlaczego warto pozostawać autentycznym? – odpowiada Kasia Cieślak z „bliżej”. [WYWIAD]


Kasia Cieślak to pasjonatka przedsiębiorczości oraz tworzenia sieci kontaktów, w których marka musi być zawsze na pierwszym miejscu. Dlaczego jest to tak ważne? Od początku należy zadbać o wszystkie najmniejsze detale, aby przekaz był wartościowy i spójny. Tak właśnie uczyniła, będąc współzałożycielką gdyńskiej restauracji „bliżej”. Tutaj o przypadkowości nie ma mowy – jest autentyczna, spójna i stworzona dla ludzi, którzy szukają czegoś więcej na mapie gastronomicznych punktów Trójmiasta. Czy marka musi być zawsze autentyczna czy możliwym jest pójście na różne ustępstwa? Szczegóły znajdują się poniżej.


Wiktor Jodłowski:
Skupiasz się w swojej karierze na budowaniu silnych i autentycznych marek dla firm, nie osób. Powiedz mi, jakie są dwie najważniejsze rzeczy, które można przenieść z gruntu budowania brandów firmowych na te osobiste?

Kasia Cieślak: Uważam, że budowanie brandu osobistego w wielu aspektach jest analogiczne do budowania brandu firmowego. Zmienia się perspektywa, ale podstawowe zasady pozostają niezmienne. Budując jakąkolwiek markę musimy określić i poznać przede wszystkim jak najdokładniej naszą grupę docelową, a następnie zdecydować w jaki sposób do niej dotrzemy, czyli mówiąc w najprostszy sposób: jak sprawimy, że nasi odbiorcy nas polubią i nawiążą z nami relację. Niezależnie czy tworzymy markę osobistą, czy też markę firmy, kluczowym aspektem jest dostarczanie wartości. Osoba, która nie ma nic do powiedzenia, będzie tak samo mało atrakcyjna jak marka, która mówi wyłącznie o swojej ofercie, nie proponując nic w zamian.

Wiktor Jodłowski: Czy możesz powiedzieć odrobinę więcej na temat tego, co rozumiesz pod pojęciem „dostarczanie wartości”? Bo to zdaje się często być największym orzechem do zgryzienia dla osób, które rozważają start lub stawiają już pierwsze kroki w świadomym budowaniu marki (w tym wypadku osobistej).

Kasia Cieślak: Mówiąc o dostarczaniu wartości, mam na myśli faktyczne zainteresowanie naszych odbiorców. Wartość przyjmuje różne formy i przez każdego jest inaczej odbierana. Kluczem jest tu jak najdokładniejsze poznanie swojej grupy docelowej oraz odpowiednia segmentacja, by przekaz, który do niej kierujemy, był takim, który chcą usłyszeć (był wartościowy). Istnieje wiele technik, które mogą nam w tym pomóc, jednak tą którą najbardziej lubię i polecam zawsze na warsztatach, jest personifikacja, czyli budowanie person. Staramy się zbudować modele naszych odbiorców (możemy nadać im nawet imiona, by lepiej wczuć się w ich postacie), przy czym najważniejsze jest opisanie ich pod kątem demograficznym, preferencji i zachowań. Kolejnym krokiem jest utożsamienie się z daną osobą, czyli podeście w stylu „Co mnie zainteresuje, na co zwrócę uwagę? O czym chciałabym rozmawiać? Za co lubię ludzi/marki?” oraz szereg innych pytań – po nitce do kłębka. Jeśli przyłożymy się do tej części budowania marki i zrobimy ją dobrze, to z pewnością nie zanudzimy naszych odbiorców, a wręcz przeciwnie zainteresujemy i zatrzymamy na dłużej.

Wiktor Jodłowski: Jedna rzecz, którą stale obserwujesz na rynku, a której należy absolutnie unikać przy budowaniu własnej marki?

Kasia Cieślak: Wydaje mi się, że wciąż niestety jest to bagatelizowanie znaczenia tworzenia/posiadania strategii marketingowej, nawet takiej podstawowej, Współpracując z przeróżnymi klientami, praktycznie nigdy na pytanie o takową strategię, nie otrzymuję odpowiedzi twierdzącej. Chcąc zbudować wartościową markę, również tę osobistą, ważne jest zapisanie podstawowych „ustaleń”, choćby tego kim/czym ta marka jest, co chce komunikować, kim są jej odbiorcy i jak z nimi marka będzie wchodziła w dialog, jaki jest cel jej istnienia (poza finansowymi korzyściami oczywiście) i jakie mamy pomysły na jego osiągnięcie. Usystematyzowanie i spisanie takowych podstaw jest początkiem budowania spójnego wizerunku.

Wiktor Jodłowski: Otwierając razem z przyjaciółmi gdyńską restaurację „bliżej” (której jestem fanem, by the way) miałaś już spore doświadczenie z budowaniem marek. Które założenia się sprawdziły, a które okazały się nietrafione? Czyli innymi słowy – czego nauczyłaś się z tego doświadczenia pod kątem tematu naszej całej dyskusji?

Kasia Cieślak: Otwierając „bliżej” przede wszystkim potwierdziło się to, że o budowaniu marki trzeba myśleć od samego początku. Spędziliśmy nad tym wiele dni i przeprowadziliśmy mnóstwo rozmów. „bliżej” działa jako całość, ponieważ na koncepcji i strategii marki oparliśmy nie tylko nazwę, czy marketing, ale również wystrój i rodzaj menu. Najważniejsze jednak jest to, że założenia marki realizujemy także w kontaktach międzyludzkich, zarówno z klientami, ale przede wszystkim – z pracownikami. Udało się nam stworzyć wspaniały zespół, złożony z osób, które tak samo jak my, poczuły tę markę i jej wizję. Dzięki temu stanowią naturalne przedłużenie dla marki, co z kolei przekłada się bezpośrednio na budowanie bardzo pozytywnych relacji z klientami. Wielu osobom wydaje się, że marka to przede wszystkim logo i nazwa. Zakładają, że dokładając do kompletu stronę internetową oraz kanał na Facebooku zbudują markę. Otóż nie. Marka to wypadkowa wielu czynników, które w połączeniu oddziałują na odbiorcę. Nie wystarczy, żeby mówiły jednym głosem. Powinny też słuchać, angażować, wzbudzać emocje. Muszą być „jakieś”.

Wiktor Jodłowski: Które z pierwotnych założeń czy ogólnych przekonań na temat koncepcji marki „bliżej” się nie sprawdziły (o ile możesz/chcesz o tym mówić publicznie)?

Kasia Cieślak: Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, bo szczerze powiedziawszy, przez to, że na prawdę przyłożyliśmy się do budowania marki od podstaw, to również przewidzieliśmy i przeanalizowaliśmy wiele scenariuszy i na wiele rzeczy byliśmy gotowi. Od początku chcieliśmy być prawdziwi, więc na wszystko reagujemy na bieżąco. To co chyba jednak jest najtrudniejsze i okazało się największym sprawdzianem, to fakt, że wielu rzeczy nie da się zrobić tak szybko, jak nam się wydawało. Za marką kryje się szereg czynników, jak ludzie, marketing, zaopatrzenie, procesy, które muszą ze sobą współgrać i za sobą nadążyć. To jak domino, gdzie jeśli jeden klocek jest niedopracowany i się chwieje, zagraża całej reszcie układanki.

Wiktor Jodłowski: Czytelnicy tego nie wiedzą, ale my również swego czasu współpracowaliśmy, gdy trafiłaś do mnie na kurs języka angielskiego. Przed rozpoczęciem wspólnej nauki znaliśmy się krótko i dość powierzchownie. Powiedz mi, co takiego przekonało Cię, że akurat mi powierzyłaś swój rozwój w tym obszarze? (do Czytelników – to pytanie zostało zadane Kasi bez wcześniejszego przygotowania scenariusza odpowiedzi, także poniższa reakcja jest w 100% spontaniczna)

Kasia Cieślak: Zgadza się. Wydaje mi się jakby to było lata świetlne temu, a minęło może 1,5 roku! Poznaliśmy się w coworkingu w PPNT w Gdyni. Ty powiedziałeś, że uczysz angielskiego, ja od dłuższego czasu myślałam, żeby odświeżyć język, ale… tak szczerze, to do pierwszego spotkania (testowego), nie byłam przekonana (klasyczne wymówki – brak czasu itp.). Dopiero jak siedliśmy do stołu i zaczęliśmy rozmowę po angielsku, a potem przedstawiłeś mi „agreement” na czas nauki, zrozumiałam, że właśnie o taką formę nauki mi zawsze chodziło. Po prostu mnie zainspirowałeś! To był bardzo fajny czas, wiele się działo, a Talkersi byli jeszcze przecież w powijakach… Trochę tak jak „bliżej”, które świeżo wystartowało. Pamiętam jak tworzyłeś nazwę, wizytówki i całą kompletną wizję szkoły. Fajnie było widzieć ten proces. Do dzisiaj przyglądam się, jak wszystko pięknie się rozwija, nadal inspirujesz. Najfajniejsze jest to, że w pewnym sensie właśnie zatoczyliśmy krąg – kiedyś ja byłam Twoją uczennicą, dziś Ty w pewien sposób (brandingowy/marketingowy) wkrótce staniesz się moim uczniem. Przypadek? Nie sądzę 😉

Wiktor Jodłowski: Wspomniałaś o coworkingu w PPNT Gdynia. Nasz kolejny punkt wspólny to fakt, że do dziś oboje wynajmujemy biuro właśnie w tym miejscu (duży open space z biurkami „na godziny”). Dlaczego zdecydowałaś się na taki model, a nie np. pracę w domu lub miejscach publicznych typu kawiarnia/restauracja itp.?

Kasia Cieślak: Myślę, że kolejną naszą cechą wspólną jest to, że lubimy ludzi i lubimy z nimi rozmawiać, kreatywnie. Coworking to miejsce, które stwarza warunki do wymiany doświadczeń, przenikania się idei i myśli. Poznać można tu ludzi o przeróżnych specjalizacjach, którzy nie zamykają się w ramach jednej działalności i są otwarci na pomysły i projekty innych. Tu po prostu zawsze coś się dzieje, a jeśli czegoś potrzebujesz, to na pewno znajdziesz tu osobę, która zna kogoś, kto zna kogoś.. i tak okazuje się, że masz dostęp do naprawdę szerokiego wachlarza zasobów. Poza tym lubię mieć biurko i wygodne krzesło, taki swój kąt do pracy. Warto też wspomnieć o darmowej kawie 😉  Knajpy i kawiarnie wolę zostawić, tak jak i sypialnię, rzeczom i czynnościom przeznaczonym tym miejscom. Uważam to za element higieny życia.

Wiktor Jodłowski: Mam podobne podejście do tej sprawy w kontekście higieny życia i rozdzielania miejsc pracy od tych prywatnych/rodzinnych. W praktyce jednak wychodzi to różnie, ze względu na to, ze podczas gdy buduje się od podstaw firmę (niezależnie od tego, czy jednoosobowy brand czy firmę jako większa organizacje), to po prostu siłą rzeczy jest wiele momentów, w których jeśli nie przysiądę do pracy o 22:00, to mogę albo stracić coś, co zdobyłem ciężką pracą (np. zdenerwowany klient, którego trzeba uspokoić natychmiast, bo inaczej skończy współpracę) albo jakaś świetna okazja przejdzie kolo nosa, bo jest ograniczona czasowo. Jak odnajdujesz w tym balans?

Kasia Cieślak: Nie jest to faktycznie proste, ale przy ustaleniu podstawowych zasad, jest możliwe. U mnie w domu panuje np. zasada, że nie pracujemy w łóżku. Sypialnia ogólnie jest miejscem, w którym w 100% się relaksujemy, a komputery praktycznie się tam nie pojawiają. Praca po nocach to niestety częściej reguła, niż wyjątek, w życiu przedsiębiorcy, dlatego codziennie kończę dzień planując kolejny, a następnie rozmawiam z domownikami o ich własnych planach. Dzięki temu każdy wie, kiedy druga osoba ma czas wolny, który wspólnie lub osobno przeznaczymy na przyjaciół, rozrywki i relaks. Gdy ma się dużo zajęć i obowiązków, najważniejsza jest szczera i codzienna rozmowa oraz planowanie. Tylko to, moim zdaniem, pozwoli efektywnie zarządzać czasem i tym samym zachować wspomniany balans między życiem prywatnym i zawodowym.

A że zdarzają się nieprzewidziane sytuacje? No cóż, jak to się mówi: „życie” 😉 Każdy z nas wie, że tak może być, każdy tego nieraz doświadczył. Moim zdaniem podstawą szczęśliwego życia, jest to, by u boku mieć kogoś równie ambitnego, wyrozumiałego i wspierającego. Jeśli czegoś od kogoś oczekujemy, musimy być gotowi sami to dać – dokładnie jak w kreowaniu marki. Jeśli oczekujesz dialogu i zaangażowania, bądź gotowy na ten dialog, dbaj o relacje i interesuj się swoimi odbiorcami, odpowiadaj na ich wiadomości i pytania.

Wiktor Jodłowski: Brzmi rozsądnie! No dobrze. To żeby już zmierzać ku końcowi, zadam ostatnie pytanie. Kompilując całą wiedzę, którą przedstawiliśmy w tym wywiadzie, i dorzucając jeszcze coś od siebie, jaka byłaby najważniejsza myśl, z którą zostawimy Czytelników już do samodzielnego działania i kreowania?

Kasia Cieślak: Takich myśli mam całkiem sporo, ale ta, którą najczęściej powtarzam to „rób to co kochasz”. Bardzo ją lubię, bo jest bardzo uniwersalna i odnosi się do wielu aspektów w życiu. Uważam, że jeśli robimy coś, co kochamy, to jesteśmy w tym prawdziwi i naturalni, mamy w sobie dużo energii i zapału, a nasze działania charakteryzuje dużo większa kreatywność i zaangażowanie. Tak też jest w przypadku tworzenia marki osobistej – rób to co kochasz, bądź sobą, bądź autentyczny/a, wtedy wszystko inne przyjdzie naturalnie. Daj się lubić i polub innych, nie oczekuj od innych, czegoś czego sam/a byś nie zrobił/a. Jeśli tworzysz markę, to zadbaj, żeby ona również była autentyczna. Moim zdaniem tylko szczerzy ludzie tak na prawdę odnoszą sukces. Bo są szczęśliwi i robią po prostu to co kochają 🙂